Blog > Komentarze do wpisu

Klops

Swoją drogą nie wiem dlaczego mianem "klops" określa się wtopy... Osobiście lubię klopsy :) 

A wracając do tego przysłowiowego: złamałam rękę. Wybraliśmy się ostatnio pojeździć na rolkach, wygłupialiśmy się (no dobra, ja bardziej), w dodatku nie wzięłam ochraniaczy, bo się czułam tak pewnie i profesjonalnie. Jak to, coś by mi się miało przydarzyć? A tu proszę, rozpędziłam się, zahaczyłam o wystającą kostkę i wylądowałam na ziemi i to zamiast podeprzeć się dłońmi, nie upuściłam z jednej wody a drugą podparłam się przedramieniem. Tylko, że to przedramię trafiło akurat na kamień i trach. Do tego oczywiście cudnie pozdzierałam sobie kolana. Ostatni raz takie miałam gdzieś tak w wieku 7 lat... K. bardziej się przeraził ode mnie, bo ja - mimo bólu - dostałam ataku śmiechu na myśl jak cudnie musiałam wyglądać. Dobrze, że nigdzie w pobliżu nie ma kamerek ;) Ze strachu chciał dzwonić po pogotowie, ale go zapewniłam, że nie jestem w stanie, który by uzasadniał zawracanie im głowy. Poprosiłam tylko, żeby skoczył po samochód, bo będę miała problem, żeby dotrzeć do domu. Nie chciał mnie zostawiać, ale dał się przekonać, że nie ma powodu do histerii. Później było wielkie przemywanie w domu, bo akurat tata wrócił z pracy, a on jest w tym dobry i nie ma, że boli, ma być porządnie wyczyszczone, "żebyś później z czarnymi kolanami nie chodziła". Później eskapada na pogotowie, prześwietlenie, gips i tyle. Jejku, jak mi w tym niewygodnie. Wszystko muszę robić jedną ręką, a czasem potrzebuję pomocy, co jest dla mnie w ogóle koszmarem; pisanie na klawiaturze - beznadzieja, spanie - jeszcze gorzej. Oj, K. się przekona, że nie zawsze ze mnie taki aniołek i jak coś mi doskwiera to potrafię być marudna i męcząca. On sam, jak ochłonął, stwierdził, że teraz nie będę miała wymówki, żeby się nie uczyć. Czasu na to mi przybyło. Zresztą rozmawiamy teraz rzadziej, bo robią z chłopakami jakieś prototypy do dyplomu i strasznie to go wciągnęło. Mam nadzieję, że nie jest to wymówka, żeby unikać marudy... Żartuję, jest bardzo troskliwy.

A propos klopsów - zgłodniałam. Miałabym ochotę na coś tuczącego i niezdrowego. Jakiegoś fast fooda: hamburgera, pizzę, kebaba, pitę... z frytkami i dużą colą. Prowadząc tak siedzący tryb życia jak ostatnio wiem, że nie powinnam, ale tym bardziej mam ochotę na słodycze i tuczące żarcie. Pewnie to dlatego praca w biurze czy w domu tak się odbija na figurze... Powinni o tym informować na zajęciach informacyjnych przed wyborem zawodu, bo taki sobie wybrałam, że wcześniej czy później pewnie się roztyję...

środa, 20 kwietnia 2016, kolikarstwo

Polecane wpisy